Siedzenie w bibliotece, gmeranie w książkach, wyciąganie wniosków, pisanie, pisanie, pisanie... Czy nie prościej zrobić "kopiuj/wklej"? Plagiat kusi studentów jak nigdy wcześniej.
Czym jest plagiat?
"Plagiat" to słowo wywodzące się od łacińskiego "plagium", czyli "porwanie". Określa zamierzone przywłaszczenie autorstwa cudzego utworu - w całości lub fragmentach. Plagiat dokonywany przez studentów może przybierać różne formy: od zawłaszczenia cudzych wniosków i przemyśleń, przez przypisywanie sobie wyników czyichś badań, skompilowanie pracy z fragmentów różnych utworów, aż po podpisanie tekstu własnym nazwiskiem, bez ingerowania w treść. Zdarzają się także - również niedozwolone - autoplagiaty, to znaczy przypadki kopiowania własnych prac, (np. przenoszenia rozdziałów pracy licencjackiej do magisterskiej).
Znaczny odsetek plagiatów popełnianych przez polskich studentów stanowią teksty kupione. Niewiele osób korzystających z popularnej usługi pisania prac zaliczeniowych zdaje sobie sprawę, że zleceniobiorcy najczęściej nie tworzą oryginalnych treści, a jedynie składają całość z dostępnych materiałów. To student ponosi jednak odpowiedzialność za przestępstwo, tym bardziej że zlecanie pisania pracy we własnym imieniu samo w sobie jest nielegalne.
Nihil novi sub sole
Zjawisko plagiatowania nie jest nowe, a ostatnie badania dowodzą, że dotyczyło również osób uznawanych za autorytety. O kopiowanie cudzych prac zostali oskarżeni m.in. Mikołaj Kopernik (miał korzystać z dokonań irańskiego naukowca Al-Tusiego), Karol Darwin (zapożyczał z prac Alfreda R. Wallace'a) i William Szekspir (rzekomo "pomagał" mu Thomas Kyd). Współcześni uczestnicy plagiatowych afer to m.in. wykładający na wrocławskiej Akademii Medycznej dr hab. Marian Gryboś, prorektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu ks. dr Andrzej Małachowski, a także słynny amerykański historyk, autor bestsellera "Kompania braci" Stephen E. Ambrose. Oprócz naukowców, w nielegalne kopiowanie cudzych utworów zamieszani są specjaliści, artyści, dziennikarze i politycy. Oraz studenci, którzy od pewnego czasu robią to coraz częściej.
Błyskawiczna kariera plagiatu
W ostatnim czasie tendencja do plagiatowania szybko wzrasta, co widać na przykładzie badań przeprowadzonych w Niemczech. Analizując prace dyplomowe absolwentów pochodzących z jednego miasta wykryto, że między 2004 a 2006 r. zjawisko "zapożyczania" fragmentów cudzych tekstów wzrosło dwukrotnie i obecnie dotyczy aż połowy studentów. W Polsce jest nieco lepiej - tylko co czwarty tekst powstaje z wykorzystaniem nieuczciwych metod. Zjawisko jest jednak tak dotkliwe, że mówi się już o pladze plagiatów, zaś co kilka tygodni media donoszą o związanych z nią skandalach w środowisku naukowym.
Duży wpływ na upowszechnienie się plagiatu ma internetyzacja społeczeństwa. Brak konieczności spędzania czasu w bibliotece i żmudnego przepisywana sprawia, że kopiowanie staje się coraz większą pokusą. W wyniku namnożenia źródeł informacji żaden promotor nie jest w stanie zapoznać się z dostępnym materiałem i wykryć zapożyczeń. Ponadto w Sieci z łatwością można znaleźć dziesiątki stron z nielegalnymi ofertami sprzedaży tekstów. Nie bez winy pozostaje zresztą kadra naukowa, która nie zawsze kontroluje swoich studentów.
Co za to grozi?
Jeśli zaistnieją podejrzenia, że student piszący pracę dopuścił się oszustwa, sprawa zostanie przekazana komisji dyscyplinarnej uczelni, która jest zobowiązana zastosować odpowiednią procedurę antyplagiatową. W przypadku potwierdzenia zarzutów sprawa prawdopodobnie zostanie skierowana do sądu. Plagiatorom grozi wydalenie z uczelni, unieważnienie tytułu naukowego, grzywna, a w szczególnych przypadkach nawet kara więzienia. Wpływ na przyszłą karierę może być katastrofalny nawet jeżeli plagiator uniknie wykrycia, ponieważ umiejętności absolwenta-oszusta zostaną szybko zweryfikowane w praktyce.
Co każdy z nas może zrobić, by zapobiec fali plagiatów? Przede wszystkim zacząć naprawianie świata od siebie. Kilkoma kliknięciami myszką możesz skrócić pisanie pracy o całe tygodnie, ale zanim podejmiesz taką decyzję, pomyśl o konsekwencjach. Zapewne nie masz ochoty, by kurował cię niedouczony lekarz, a twój dom projektował ktoś, kto tytuł architekta zdobył w wyniku oszustwa. Nie narażaj ludzi na podobne ryzyko, a być może odwdzięczą się tym samym.
mp
foto: m.a.r.c.
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera