Wielkie Jabłko – określenie, które jak ulał pasuje do Nowego Jorku. Tu życie toczy się w zadziwiająco szybkim tempie. Niemal ośmiomilionowe miasto przez całą dobę, bez wytchnienia tętni życiem i pulsuje kolorowymi światłami. W jego centrum rozlewa się majestatycznie Manhattan – wyspa, na której prężą się dumnie sięgające nieba drapacze chmur. Zabiegani ludzie tłumną falą przelewają się przez szerokie chodniki. Kierowcy samochodów nieustannie szukają najmniejszego nawet skrawka wolnej ulicy, który pozwoliłby im wyrwać się z przyprawiających o ból głowy korków. Zirytowani kierowcy co rusz desperacko naciskają klaksony i mielą w ustach szpetne przekleństwa próbując dać upust zalewającej umysł frustracji. W godzinach szczytu, przypadających na 11.30 do 13.30 oraz 16.30 do 18.30 jazda po ruchliwych ulicach miasta to prawdziwa katorga. W morzu pojazdów poruszających się ulicami, co rusz natknąć się można na żółtego Forda Grand Victoria, kultowy model od lat produkowany na potrzeby nowojorskich taksówkarzy. Wokół tematu nowojorskich taksówek narosło sporo historii. Wiele osób zastanawia się dlaczego wszystkie taksówki pomalowane są na jaskrawy, żółty kolor. Jedna z wersji głosi, że jest to sprawka kobiety. Kiedy w połowie lat sześćdziesiątych nastąpił wysyp „taksówkarzy” oferujących usługi przewozowe bez wymaganych uprawnień władze miasta wezwały legalnych przewoźników do przemalowania taksówek na jeden kolor. Wybór padł na jaskrawo żółty, ponieważ, jak głosi fama, był to ulubiony kolor żony ówczesnego szefa departamentu.
Wśród mieszkańców Nowego Jorku krążą wręcz legendy na temat kierowców zasiadających za kółkiem żółtych pojazdów. W całym mieście nie ma bodaj jednej osoby, która nie potrafiłaby przytoczyć zabawnej historyjki , której głównym tematem jest podróż taksówką. Nowojorscy taksówkarze rekrutują się na ogół ze środowisk imigranckich. Przeszkody w zdobyciu tej posady nie stanowią na ogół takie błahostki jak: nieznajomość języka angielskiego, małe doświadczenie w prowadzeniu samochodu, czy brak wiedzy na temat topografii miasta. Kursy taksówkarskie stanowią zwykle jedynie przedsmak wyzwań, jakie czekają na śmiałków na miejskich ulicach. Prawdziwy egzamin świeżo upieczeni przewoźnicy przechodzą zwykle dopiero za kierownicą taksówki. Niektórym poznanie wszystkich zakamarków miasta zajmuje nawet kilka długich lat. Praca ta jest bardzo wymagająca i niezmiernie stresogenna. Zmiany trwają zwykle dwanaście godzin, w natężonym miejskich ruchu pojazdów często dochodzi do kolizji i wypadków, rzadkością nie są także napady na taksówkarzy. Mimo to chętnych do objęcia tej posady nie brakuje, za kierownicą wozu można spotkać zarówno świeżo przybyłych do Stanów Zjednoczonych, słabo władających językiem imigrantów z Indii, Ukrainy, Polski, czy Rosji, jak również posiadających kilka taksówek zamożnych biznesmenów, a także szukających inspiracji, młodych artystów i wagabundów. Zarobki w tej branży rozkładają się bardzo różnie, dla niektórych wpływy pochodzące z pracy taksówkarza wystarczają jedynie na bieżące potrzeby, dla innych stanowią lwią część dochodów.
Prawdziwe pieniądze z taksówkarskiego biznesu płyną jednak szerokim strumieniem jedynie do właścicieli tzw. medalionów. Ze względu na wielką ilość pojazdów przemieszczających się każdego dnia ulicami Nowego Jorku władze miasta, już jakiś czas temu ustaliły stałą liczbę taksówkarskich licencji na poziomie około dwunastu tysięcy sztuk. Aby taksówka mogła zgodnie z prawem poruszać się po mieście, na jej masce musi być przytwierdzony tzw. medalion, potwierdzający legalność działania właściciela taksówki. W latach czterdziestych dwudziestego wieku opuszczający statek, nowy obywatel Stanów Zjednoczonych po odbyciu kursu taksówkarskiego mógł kupić medalion umożliwiający mu pracę za cenę dziesięciu dolarów. Na początku dwudziestego pierwszego wieku średnia cena tego samego medalionu wynosiła już ćwierć miliona dolarów. W ostatnich dniach padł swoisty rekord; taksówkowy medalion został sprzedany za astronomiczną cenę jednego miliona dolarów. Firmy taksówkarskie pomnażają dzięki temu swój kapitał w zastraszającym tempie, a ceny za te niezwykłe przedmioty biją kolejne rekordy.
Żółte, nowojorskie taksówki stały się już historią i podobnie, jak Statua Wolności, czy Most Brukliński stanowią niezaprzeczalny symbol tego miasta.
Łukasz Sikora
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera