Zaledwie kilka minut po tym, jak pasażerowie Boeinga 767 znaleźli się bezpiecznie na stałym lądzie, informacja o fenomenalnym, awaryjnym lądowaniu kapitana Wrony, na warszawskim Okęciu, stała się wiadomością numerem jeden magazynów informacyjnych na całym świecie. Filmy obrazujące perfekcyjne posadzenie maszyny bez wysuniętego podwozia, na specjalnie przygotowanym do tego celu pasie rozpowszechniały się w Internecie z prędkością podchodzącego do lądowania samolotu. Odważny pilot linii lotniczych PLL Lot stał się tym samym gwiazdą wszystkich mediów i bohaterem uwielbianym przez miliony. Należne gratulacje i wyrazy szacunku odebrali także pozostali członkowie załogi samolotu, m.in. drugi pilot samolotu Jerzy Szwarc. Wszyscy specjaliści rozpatrujący w mediach kwestie awaryjnego lądowania mistrzowsko wykonanego przez zespół pilotów podkreślali, jak wielkie opanowanie i niezwykłe umiejętności potrzebne są, aby w momencie zagrożenia utrzymać emocje na wodzy i perfekcyjnie wykonać wszystkie niezbędne czynności. Choć wszyscy członkowie załogi uparcie utrzymują, że zrobili jedynie to, co należało do ich obowiązków, zdecydowanie zasłużyli na miano bohaterów. Historia „twardego lądowania,” którą żyją od kilku dni wszystkie media, nie jest jednak odosobnionym przypadkiem, każdego dnia ludzie rozmaitych zawodów i profesji są gotowi ryzykować własne życie w imię dobrze spełnionego obowiązku. Poznajcie kilku z nich:
Zanim kapitan Tadeusz Wrona zdążył ochłonąć, po wydarzeniach, których był uczestnikiem, musiał przygotować się na nowe obowiązki, które spadły na niego nieoczekiwanie. Wśród nich był obowiązek odpowiadania na pytania zaaferowanych dziennikarzy, ale także powinność przyjmowania zasłużonych gratulacji. Jedną z osób, które wysoko oceniły kunszt lotniczy Polaka i pogratulowały mu umiejętności, był niejaki Chesley Sullenberg, zwany przez przyjaciół „Sully.” Ten doświadczony pilot samolotów pasażerskich, który wcześniej służył w amerykańskich siłach powietrznych, jak nikt inny ma prawo oceniać lądowanie swego polskiego kolegi po fachu. O Sullenbergu zrobiło się głośno w styczniu 2009 roku, kiedy to po starcie z lotniska La Guardia olbrzymi Airbus, pilotowany przez „Sully’ego” zderzył się z kluczem dzikich gęsi w efekcie czego uległ poważnej awarii. Życie pasażerów samolotu w jednej sekundzie zawisło na włosku. Kapitan nie stracił jednak zimnej krwi i z mistrzowską precyzją posadził olbrzymią maszynę na środku rzeki Hudson. Podobnie jak w przypadku polskiego Boeinga, tutaj również ewakuacja przebiegła szybko i sprawnie, dzięki znajdującym się na rzece jednostkom pływającym i nikomu z pasażerów i załogi nic się nie stało. Kapitan Sullenberg, jak łatwo można się domyślić stał się w jednej chwili bożyszczem tłumów i ulubieńcem stacji telewizyjnych, a jego czyn uznano za bohaterski.
Jak wynika z wielu badań przeprowadzonych przez niezależnych naukowców o wiele więcej ludzi ginie każdego dnia na drogach, niż w katastrofach lotniczych. Jak niebezpieczna może stać się podróż samochodem wiedzą doskonale policjanci patrolujący każdego dnia autostradę w pobliżu Los Angeles. Kiedy tego ranka załoga radiowozu dbającego o bezpieczeństwo na autostradzie rozpoczynała służbę, żaden z policjantów nie przypuszczał jeszcze, że za kilka godzin przyjdzie im stanąć w obliczu zagrożenia mrożącego krew w żyłach. Ruch na autostradzie był jak zwykle spory i policjanci zajmowali się zapewne dyscyplinowaniem niesfornych kierowców łamiących przepisy drogowe, kiedy otrzymali meldunek, że w rejonie ich działań doszło do groźnego wypadku. W momencie, gdy przybyli na miejsce zdarzenia samochód, który uderzył w barierkę oddzielającą pasy ruchu stał już w płomieniach. Policjanci bez namysłu rzucili się na ratunek uwięzionemu w jego wnętrzu kierowcy. Podczas, gdy jeden z nich próbował zdusić ogarniające samochód płomienie, drugi starał się uwolnić z potrzasku zakleszczonego we wnętrzu mężczyznę. Mimo, że ogień objął już cały silnik błyskawiczna akcja powiodła się i poszkodowany w ciągu kilku minut znalazł się w karetce pogotowia wiozącej go bezpiecznie do szpitala. Świadkowie zdarzenia podkreślali potem, że akcja przeprowadzona była wzorowo, a postawa policjantów bohaterska. Sami zainteresowani, zachwyty skwitowali krótkim stwierdzeniem: „Taką mamy pracę!”
Ta historia powinna być przestrogą dla wszystkich, którzy oddając się beztroskiej zabawie zapominają czasami o zachowaniu bezpieczeństwa. Zdarzenie miało miejsce w ubiegłym roku w odeskim ogrodzie zoologicznym. Podczas beztroskiego zwiedzania matka spacerująca ze swoją sześcioletnią córką zanadto zbliżyła się do wybiegu, na którym przechadzało się stado wilków. Jeden z nich błyskawicznie pochwycił dziewczynkę i zaczął ciągnąć w stronę stada. Historia mogła zakończyć się tragedią, gdyby nie czujni pracownicy zoo, którzy natychmiast rzucili się na pomoc dziecku. Ryzykując własnym życiem wkroczyli na wybieg dla zwierząt i uwolnili poszkodowaną z paszczy wyprowadzonego z równowagi wilka. Dziewczynka nie uniknęła pogryzień, dzięki postawia pracowników udało się jej jednak uratować życie.
Łukasz Sikora
Foto:MigsPix/cc
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera