Znany niemiecki krytyk sztuki i aforysta, przedstawiciel epoki oświecenia Georg Christoph Lichtenberg raczył pewnego razu udzielić bardzo osobliwej rady wszystkim rodzicom, którzy obawiają się, iż ich jedyne, najukochańsze dziecko mogłoby nieopatrznie przejawiać chęci, aby wybrać w dorosłym życiu niepewną drogę i zostać poetą. W takich razach Lichtenberg zalecał zatroskanym rodzicom ćwiczyć swe dziecię rózgami, do momentu, aż porzuci ono płonne zamysły lub zdobędzie niezwykły kunszt w sztuce poetyckiej. Obawa rodziców przed tym, aby ich dzieci nie zmarnowały sobie życia, tracąc czas na bezproduktywne układanie rymów, wydaje się uzasadniona. Poetów postrzega się bowiem zwykle, jako lekkoduchów i marzycieli niezdolnych do żadnej przydatnej społecznie pracy. Obawy te potęgują niektóre przykłady z życia wzięte. Nie trzeba szukać daleko, sam Andrzej Bursa, buntownik z wyboru, wagabunda i o zgrozo poeta właśnie, tak o to opisywał dlaczego wybrał taki fach:
„…ja chciałbym być poetą
może mnie przecież przyjmą
bo dla poety Zakopane
nie trzeba wcześnie wstawać rano
a wstawać rano zimno
bo fajno jest poecie
nie musi w biurze ślipić
i fuk mu cała dyscyplina
tylko gitara i dziewczyna
i złote gwiazdy liczyć…”
Na szczęście, jak się okazuje nie wszyscy poeci przejawiają tak niewielkie zainteresowanie sprawami doczesnymi i okazują lekceważący stosunek do pracy. Są wśród nich również tacy, którzy doceniają trud i wysiłek wszystkich pracujących na etacie i opiewają ich znój w swych utworach. Zaczynając od historii najnowszej, nawet Bogdan Smoleń, obok Zenona Laskowika, najbardziej rozpoznawalna postać legendarnego, poznańskiego kabaretu Tey, wykonując utwór pt: Smutasy i mazgaje” oddawał hołd spieszącym o świcie do pracy współtowarzyszom podróży. O czym traktuje piosenka?
Podmiot liryczny utworu, birbant i hulaka wracający nad ranem tramwajem z nocnych ekscesów, obserwuje ze zdziwieniem zmęczone i smutne twarze ludzi podążających, jak co rano do pracy. Mężczyzna zaskoczony postawą swych towarzyszy podróży decyduje się na radykalny krok i nie bacząc na konsekwencję zatrzymuje tramwaj, aby zadać jego pasażerom fundamentalne pytanie:
Ludzie!
Kochani! Rodacy!
Coście tacy smutni?!
Przecież jedziecie do pracy!!!
To bardzo ważne i głębokie pytanie, zgodnie z założeniami autora wywołuje w wielu z nas nieodmiennie rozbawienie i ironiczny uśmiech.
Poeci to zwykle ludzie, którzy posiadają niezwykłą zdolność obserwacji i syntetycznego przedstawiania obrazu świata. Takimi umiejętnościami mógł się niezaprzeczalnie poszczycić mistrz słowa i wielki poeta Julian Tuwim. W jednym ze swych wierszy zatytułowanych „Piotr Płaksin” Tuwim doskonale scharakteryzował kilka problemów, z którymi również dzisiaj boryka się wielu młodych ludzi rozpoczynających karierę zawodową. Wiersz rozpoczyna się słowami:
„Na stacji Chandra Unyńska
Gdzieś w mordobijskim powiecie,
Telegrafista Piotr Płaksin
Nie umiał grać na klarnecie.
Zdarzenie błahe na pozór,
Niewarte aż poematu,
Lecz w konsekwencjach się stało
Główną przyczyną dramatu. „
Czyż problem nie brzmi znajomo? Jak wielu z nas oddając się w pełni pracy, poświęcając wiele godzin na sumienne wypełnianie swych obowiązków, ciągłe doskonalenie umiejętności, kursy zawodowe, szkolenia, praktyki, nie znajduje już wolnego czasu na realizacje swych życiowych pasji. Ze względu na nawał obowiązków zdarza nam się często rezygnować z młodzieńczych pasji, zapominamy o tym, że chcieliśmy podróżować, nauczyć się gry na gitarze, czy wziąć kilka lekcji tenisa. To nie jedyny problem, jaki w swym utworze porusza poeta. Podejmuje on również o wiele poważniejszą kwestię, często spotykanych biurowych romansów i zwraca uwagę, jak poważne konsekwencje mogą one mieć dla funkcjonowania całej firmy:
„Mówiła w wielkim sekrecie,
Że to jest oczywista:
Że się w kimś kocha na stacji
Piotr Płaksin, telegrafista.”
Przykład Piotra Płaksina, który przeżył wielki miłosny zawód jest potwierdzeniem tezy, że najlepiej oddzielać sprawy osobiste od zawodowych.
Trud, jaki wkładają w swa pracę przedstawiciele najróżniejszych zawodów udało się także niepostrzeżenie ukazać Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu, autorowi utworu pt: „Zaczarowana dorożka.” O tym, do jakich poświęceń są gotowi ludzie pracy, niechaj świadczy fragment:
„Zadrżałem. Druga w nocy.
Pocztylion stał jak pika.”
Te słowa potwierdzają doniesienia listonoszy, którzy od dawna już zwracają uwagę, że mają zbyt wiele pracy przy doręczaniu przesyłek pocztowych. Na szczęście obecnie chyba żaden z nich nie pracuje do tak późnej pory. Jak wynika z utworu niewiele lepsze warunki pracy ma dryndziarz, czyli woźnica. W odróżnieniu od listonosza opisanego w wierszu może on liczyć na krótką drzemkę pomiędzy kursami:
„Może chciałem za miasto?
Człowiek pragnie podróży.
Dryndziarz czekał i zasnął,
sen mu wąsy wydłużył”
Niekorzystne światło rzuca jedynie autor wiersza na zawód marynarza. Czyżby prawdą miało się okazać stare powiedzenie, że „marynarz ma dziewczynę w każdym porcie?”
„Marynarz łajdak zdradził dziewczynę,
myślał: Na morze sobie popłynę.”
Pozostaje żywić nadzieję, że poeta tak scharakteryzował ten zawód opierając się jedynie na stereotypach, nie zaś realnych przykładach.
W epoce komunizmu poezja była często wykorzystywana w celach propagandowych. Na zlecenie partii powstawały utworu pochwalne na cześć robotników i chłopów. Do tworzenia tego rodzaju utworów dał się nakłonić swego czasu również Władysław Broniewski. Ten utalentowany poeta, tłumacz i żołnierz, kawaler Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz Krzyża Walecznych, miał w swym dorobku, oprócz wielu wybitnych dzieł, również kilka propagandowych wierszy, które dla wielu nie są powodem do dumy. Jeden z takich wierszy zatytułowanych „Traktor” został jednak wykorzystany w polskiej komedii zatytułowanej „Wiosna panie sierżancie.” Bohater filmu, młody traktorzysta, z zaangażowaniem recytuje wersy utworu:
„Przez tysiąc rąk przechodzi traktor
nim wyjdzie w świat na chwałę faktom,
na chwałę planu, który ręczy,
że Ursus da ich sto tysięcy.
Tu każda śrubka, każda mutra,
nie może się doczekać jutra,
nim ślusarz, monter i inżynier
przyszłością kraju je uczynią.”
We współczesnym świecie wiersz również może stać się użytecznym sposobem promocji pracy. Dał tego przykład pan Jan Głuszczuk, właściciel sklepu i pracodawca, który po fali wyjazdów wykwalifikowanych pracowników za granicę borykał się ze znalezieniem odpowiedniego człowieka do pracy w prowadzonym przez siebie sklepie. Pomysłowy i niezwykle utalentowany pan Jan nie załamał się brakiem rąk do pracy i zdecydował się wykorzystać swe talenty w praktyce. W tym celu zamieścił ogłoszenie w formie wiersza, które miało przyciągnąć uwagę potencjalnych pracowników. Oto fragment zabawnego utworu, autorstwa Jana Głuszczuka:
„O bezrobotny - królu, zbawco -
Chcesz mechanikiem być, sprzedawcą?
Zatrudnię - chodź - zapraszam stary,
Czy wolisz myć w Irlandii gary?
Łukasz Sikora
Foto:Ryk Neething/cc
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera