Są młodzi, dobrze wykształceni, kreatywni, pełni pasji i doskonale zorientowani we wszystkich nowinkach technologicznych. W przeciwieństwie do swoich rodziców nie mają jednak zamiaru spędzać większości czasu w pracy. Stanowią realne wyzwanie dla pracowników działu HR. Urodzeni po roku osiemdziesiątym na własne oczy śledzili zmiany, jakie zachodziły na świecie. Nazywani są różnie: „generacja Y,” „millenialis,” „pokolenie klapek i iPodów,” czy „Net Generation.” Ich wkroczenie na rynek pracy stało się faktem, na zawsze zmieniając jego obraz.
Do końca lat osiemdziesiątych wszystko toczyło się utartymi szlakami, przedstawiciele pokolenia X, w garniturach i ciasno zawiązanych krawatach każdego dnia bez wytchnienia budowali potęgę międzynarodowych firm i dużych korporacji. Pierwsze objawy pokoleniowej zmiany warty zaobserwowano oczywiście w Stanach Zjednoczonych. Trudno jednoznacznie określić moment przełomowy; zwyczajnie, pewnego dnia któryś z młodych pracowników bez zażenowania oświadczył, że nie zamierza zostać w pracy po godzinach, inny poprosił o urlop, z powodu doskonałej pogody na surfing i nagle, znany dotąd, uporządkowany, pracowniczy świat objawił nowe oblicze.
Do zalet pokolenia Y należy zaliczyć niezwykłą otwartość i pozytywny stosunek do otaczającego nas świata. Przedstawiciele tej grupy społecznej posiadają wiele cech i umiejętności, które wydają się być kluczowe dla potencjalnego pracodawcy. Dorastali w erze Internetu, więc wszelkie nowinki technologiczne nie mają przed nimi tajemnic. Doskonale radzą sobie z obsługą komputera, są mobilni, gotowi na nowe wyzwania. Mieli szanse zdobyć gruntowne wykształcenie, rozwijać swoje pasje. Znają więc dobrze języki, mają znajomych z całego świata i są często wielkimi pasjonatami tego co robią. W przeciwieństwie do swych starszych kolegów są bardziej otwarci na nowe rozwiązania, przychylniej patrzą na niestandardowe formy pracy. Praca zdalna, czy praca w innym kraju nie stanowi dla nich często żadnego problemu.
Ich ambicją nie jest jednak całkowite oddanie się firmie. Swój czas chcą wykorzystywać najlepiej, jak się tylko da, oprócz pracy, pragną także realizować własne pasje i marzenia. Pochwały i wyróżnienia za ciężką pracę są dla nich ważne, jednak nie najważniejsze. Rywalizacja w pracy i zdobywanie nowych kwalifikacji stoi na tym samym miejscu, co np. nurkowanie z rekinami, zdobywanie górskich szczytów, czy przemierzanie świata na motocyklu. Ich oczekiwania wobec pracy i pracodawcy są więc zupełnie odmienne od tych, z jakimi do tej pory mieliśmy do czynienia. Praca jest dla pokolenia Y formą samorealizacji i zabawy. Młodzi ludzie chcieliby wykonywać zadania, które będą im sprawiały przyjemność. Oczekują, że oprócz dobrze wyposażonego stanowiska pracy będą mieli także miejsce na odpoczynek i relaks. Od swych pracodawców oczekują pełnego zrozumienia swych potrzeb. Trzeba przyznać, że dość wysoko się cenią. Absolwenci studiów, dysponujący specjalistyczną wiedzą, ale bez praktyki i doświadczenia spodziewają się już na samym początku wysokich pensji, służbowych samochodów i niestandardowych form motywacji.
Pracodawcy, którzy po raz pierwszy zetknęli się z przedstawicielami nowej generacji, śmiało wkraczającej od jakiegoś czasu na rynek pracy zauważają, że oprócz wysokich oczekiwań przedstawiciele „millenialis” mają kilka innych wad. Przede wszystkim źle znoszą pracowniczą hierarchię, zdarza się im bez skrępowania krytykować przełożonych, bywa również, że brak im cierpliwości. Między innymi z tych powodów szefowie mają często obawy przed powierzaniem im odpowiedzialnych projektów.
Bez względu na to, jaka jest opinia prezesów firm na temat pokolenia Y niezaprzeczalnym jest fakt, że jego obecność na rynku pracy stała się normą. Z roku na rok takich pracowników będzie coraz więcej, dlatego wielu specjalistów z branży rekrutacyjnej już dziś mocno zastanawia się nad wdrożeniem nowych standardów, dopasowanych do zmieniających się realiów. W pracy z pokoleniem Y ważne jest wykorzystywanie nowych technologii, takich jak komunikatory internetowe, koncentrowanie się na wynikach, stymulowanie do pracy i stosowanie tzw. „miękkiego HR”, w którym w większym stopniu uwzględnia się potrzeby zatrudnionej osoby. Czy te wysiłki przyniosą skutek i zmiany pokoleniowe dokonają się bez większej szkody dla rynku pracy? Przekonamy się już wkrótce
Łukasz Sikora
Foto: mnapoleon/cc
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera