Artykuły

Co słychać w wielkim świecie?

#

O polskim rynku pracy powiedziano i napisano już wiele. Wyniesiony z poprzedniej epoki specyficzny stosunek do pracy niektórych osób, doskonałe recenzje wystawiane naszym rodakom przez właścicieli zagranicznych firm, czy kreatywność z jaką Polacy potrafią podejść do pojawiających się podczas wypełniania obowiązków problemów – to tematy będące wciąż na ustach analityków i specjalistów z branży HR. Większość z nas ma za to mgliste pojęcie o tym, w jaki sposób do obowiązku pracy podchodzą przedstawiciele innych nacji. Nadszedł więc czas, aby przekonać się, co słychać w wielkim świecie. Co sprawia trudność Rosjanom w kontaktach z przełożonymi, dlaczego w Hiszpanii nie można odwiedzać urzędów w samo południe i jak to jest pracować w sąsiedztwie niedźwiedzia? O tym wszystkim możecie przeczytać w niniejszym artykule.

Przystanek Alaska

Jak podaje portal Wirtualna Polska każdego roku do Polski przybywają przedstawiciele wiodących firm z branży przetwórstwa, mający swe fabryki na Alasce. Rekruterzy zatrudniani przez wspomniane przedsiębiorstwa poszukują kandydatów do pracy głównie wśród przedstawicieli studenckiej braci, kusząc żaków dużymi zarobkami. Jak wynika z artykułu praca na Alasce jest bardzo specyficzna. Sam dojazd do niej stanowi ogromne logistyczne wyzwanie, na które należy dobrze się przygotować. Przyszli polscy pracownicy firm przetwórstwa rybnego ulokowanych na Alasce muszą pokonać olbrzymią odległość, przy pomocy kilku samolotów, czarterowanej awionetki i autobusu. Na odpoczynek po podróży nie ma specjalnie czasu, albowiem na przybyszy czeka już miejsce w fabryce, gdzie praca trwa nawet przez kilkanaście godzin na dobę. Co więc skłania każdego roku nowe osoby do wyjazdu? Oprócz sowitych wynagrodzeń, dodatkowym atutem może być niezwykłe otoczenie w jakim wykonuje się pracę. Jak zapewniają osoby, które miały okazję pracować na Alasce klimat i atmosfera panująca wokół, a także niezwykłość przyrody sprawiają, że jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Do jednych z nielicznych rozrywek dostępnych po pracy należy m.in. wypatrywanie niedźwiedzi Grizzly zamieszkujących okolice.

Chłopaki nie płaczą, chyba, że chodzi o pracę.

Do bardzo interesujących danych dotarł niedawno portal Interia.pl. Powołując się na wyniki sondażu przeprowadzonego na zlecenie portalu o nazwie Joblist.ru, Interia opublikowała informacje, zgodnie z którymi aż 55% Rosjan biorących udział w badaniu przyznaje się do tego, iż zdarzyło im się płakać z powodu pracy. W tej grupie jedenaście procent stanowią mężczyźni. Przepytani Rosjanie zdradzali, że do łez najczęściej doprowadzają ich szefowie (aż 59% przypadków), potem obowiązki zawodowe (32%), Rosjanki płaczą za to głównie z powodu konfliktów ze współpracownikami. Okazuje się, że uronić łzę zdarza się w pracy nawet wojskowym. Żołnierze robią to jednak zdecydowanie rzadziej niż ekonomiści, analitycy, czy właściciele firm. Jednym z powodów, przez które w oczach pracowników pojawiają się łzy smutku jest zatrzymanie pensji, w związku z tym apel do wszystkich szefów świata: wypłacajcie pensje w terminie, aby uśmiech mógł zawsze gościć na twarzach Waszych pracowników.

Praca po japońsku

Japonia to kraj, w którym do pracy podchodzi się w bardzo poważny sposób. Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że dla Japończyka praca stanowi sens życia. To właśnie ten kraj jest kolebką zjawisk takich, jak pracoholizm, syndrom Karoshi, określany także mianem śmierci z przepracowania, czy tzw. mężowstręt. Każdego ranka rzesza Japończyków ubranych w wyprasowane starannie, ciemne garnitury spieszy do pracy, by przez kolejne kilkanaście godzin wypełniać sumiennie swe obowiązki. Nie najlepiej widziane są w tym środowisku własne zdanie, sprzeciwianie się przełożonym, czy najdrobniejsze nawet spóźnienie. Aby uniknąć kłopotów z powodu spóźnienia do pracy, w Japonii na przystankach metra „urzędują” osoby, które wydają zaświadczenia o opóźnieniu pociągu. Młody człowiek rozpoczynający karierę w Japonii musi się liczyć z przejściem prawdziwej „szkoły życia”, zanim będzie miał okazję objąć samodzielne stanowisko. Wyraźnie ten mechanizm opisuje w wywiadzie dla Gazety.pl Marcin Bruczkowski, autor m.in. książek „Bezsenność w Tokio” i „Singapur, czwarta rano”, a także wieloletni pracownik tokijskich firm i korporacji. Pisarz przywołuje przykład jednej z jego znajomych, zatrudnionych w domu handlowym, której praca przez rok polegała na kłanianiu się klientom. Ta metoda ma za zadanie uczyć pokory i przygotowywać do posłuszeństwa i bezwzględnego wykonywania poleceń. Z drugiej strony Japonia to kraj, w którym dużym szacunkiem cieszą się osoby starsze, dysponujące doświadczeniem.

Dzień na dwoje rozdzielon

W przeciwieństwie do Japończyków mieszkańcy południa Europy znani są ze swojego luźnego stosunku do pracy. W państwach takich jak Włochy, Grecja, czy Hiszpania za niemal „święty” uchodzi zwyczaj popołudniowej przerwy na odpoczynek. W zależności od kraju nazywa się to sjestą, bądź pausa pranzo i występuję w różnych godzinach, zawsze chodzi jednak o poobiednią przerwę od pracy. Mieszkańcy Włoch każdego dnia z utęsknieniem wyczekują południa, kiedy to z czystym sumieniem będą mogli na kilka godzin zamknąć swe sklepy, biura i warsztaty i gremialnie przenieść się do restauracji, w których spotkają znajomych, zjedzą pyszny obiad i odpoczną od trudów dnia codziennego. W tych godzinach daremnym wydaje się odwiedzanie urzędów, instytucji, czy podejmowanie prób zrobienia zakupów. Dla każdego porządnego Włocha południowa przerwa to rzecz święta. W zabawny sposób ten sympatyczny zwyczaj opisuje Paolo Cozza, rodowity Włoch i gwiazda programu „Europa da się lubić.” W wypowiedzi dla GazetaPraca.pl Cozza stwierdza:

„Sjesta to dla Włocha przede wszystkim stan ducha. Wtedy jesteśmy zrelaksowani, nie czujemy stresu. A to właśnie dzięki temu, że mamy możliwość zjedzenia obiadu w spokoju.”

Nas Polaków zastanawia często problem; Jak po tak przyjemnej, długiej przerwie wrócić bez żalu do ponownego, mozolnego wykonywania swych obowiązków? Sztuka ta zostanie, jednak chyba na zawsze tajemnicą południowców.

Analizując powyższe historie należy przyznać rację powiedzeniu, które brzmi: „Co kraj to obyczaj.” Po czym z powrotem wrócić do odłożonych na chwilę zajęć.

Łukasz Sikora

 

foto: sigtermer

Podziel się:
  • Reklama

Adres e-mail, na który chcesz otrzymywać newsletter

Adres e-mail, na który przychodzi newsletter

Najpopularniejsze
Miejscowości
Linki
Newsletter Jobexpress

Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?

Zapisz się Wypisz się z newslettera