12 sierpnia na całym świecie obchodzono Światowy Dzień Pracoholizmu. Ze względu na czasy, w jakich przyszło nam żyć, ciągły pęd za pieniądzem, obawę o utrzymanie zatrudnienia, problem popadania w pracoholizm staje się sprawą coraz poważniejszą i dotykającą coraz więcej ludzi na całym świecie. Według definicji stworzonej w 1971 roku przez pastora Oates’a pracoholik jest to:
„osoba, której potrzeba pracy jest tak wielka, że zaspokajanie jej wywołuje znaczne dolegliwości i wywiera negatywny wpływ na stan zdrowia, osobiste szczęście, relacje międzyosobowe i społeczne.”
Na pracoholizm narażone są szczególnie osoby, które są niezwykle ambitne, energiczne i oddane zajęciu, które wykonują. Takie cechy sprawiają, że pozostają one aktywne przez większość część czasu, a stąd już blisko do popadnięcia w przesadę. Kiedy granice między pracą, a przyjemnością nadmiernie się zacierają, a praca staje się jedyną pozytywną rzeczą w życiu, to jest to wyraźny sygnał do niepokoju. Głównymi objawami pracoholizmu mogą być między innymi bezsenność, częste bóle głowy, problemy z ciśnieniem i rozluźnienie więzi rodzinnych.
Pracoholizm staje się wielkim problemem szczególnie w Japonii, gdzie kultura pracy i stosunek do wykonywanych obowiązków różni się diametralnie od tych, jakie znane są europejczykom. Według danych przytaczanych przez portal gospodarczy wnp.pl japońscy pracownicy są liderami pod względem przepracowanych w miesiącu nadgodzin. Jak wynika ze statystyk aż jedna trzecia z nich przepracowuje w jednym miesiącu ponad sto godzin więcej, niż wynika z obowiązku pracy. Niemała jest też liczba osób, która spędza w pracy ponad 160 godzin nadliczbowych. Efektem tego typu postawy jest m.in. rosnąca fala samobójstw i malejąca liczba narodzin. Nie bez przyczyny to właśnie w Japonii odnotowano pierwszy przypadek śmierci z przepracowania, określonego później mianem syndromu Karoshi.
Od 1961 roku, w którym miał w Japonii miejsce pierwszy, rozpoznany przypadek śmierci, z powodu nadmiernego przepracowania i stresu lekarze zajęli się badaniami nad zjawiskiem. Z ich obserwacji wynika jednoznacznie, że przypadłość ta dotyka osoby piastujące wysokie stanowiska, ponadprzeciętnie ambitne, dążące do sukcesu i perfekcyjnie wypełniające swe obowiązki. Przerażający jest fakt, iż objawy karoshi, które mogłyby ostrzec o nadchodzącej katastrofie praktycznie nie występują. Większość osób, które zmarły w Japonii w wyniku przepracowania czuła się dobrze, planowała nowe wyzwania i nie uskarżała się na żadne dolegliwości. Potwierdzono z całą pewnością, że na tę podstępną przypadłość narażeni są najbardziej właśnie pracoholicy; osoby pilne, staranne, ale jednocześnie niedowartościowane i będące niepewne swoich umiejętności. Mimo, że japoński rząd jednoznacznie stwierdził, iż problem istnieje i jednocześnie zapowiedział walkę z niezdrowym podejściem do pracy zawodowej, dla wielu przeciętnych mieszkańców kraju pracoholizm jest rzeczą normalną, a posiadanie w rodzinie osoby będącej ofiarą karoshi powodem do dumy i nobilitacji.
Nadmierne zamiłowanie Japończyków do pracy stało się przyczyną innego nader ciekawego zjawiska społecznego, jakie dotyka japońskich kobiet w starszym wieku. Od jakiegoś czasu u wielu z nich diagnozuje się tzw. „mężowstręt.” Ten niezwykły i trudny do wytłumaczenia syndrom zdiagnozował po raz pierwszy, około dziesięciu lat temu specjalista w dziedzinie chorób psychosomatycznych dr Nobouo Kurokawa. Zajmujący się zagadnieniem lekarz zauważył, jak wiele kobiet w Japonii boryka się z problemem samotności, odizolowania i przebywania z dala od mężów, przesiadujących coraz dłużej w pracy. Ku wielkiemu zdziwieniu badacza okazało się, że problem ten nie maleje wraz z przejściem pana domu na emeryturę. Przeciwnie, towarzystwo prawie obcego mężczyzny, który do tej pory bywał w domu zaledwie gościem, a całą swą uwagę kierował na cele zawodowe staje się dla tych nieszczęsnych kobiet prawdziwym utrapieniem. Objawy „mężowstrętu” są czasami tak silne, że wywołują u pacjentek mdłości, wypryski na skórze zawroty głowy i niemijający dyskomfort. Lekarstwem na tego typu chorobę bywają najprzeróżniejsze zajęcia i pasję, którym z godnym lepszej sprawy zapałem oddają się nieszczęśliwe żony pracoholików. Swą miłość przelewają więc na kolekcjonowane przez siebie pluszowe zwierzaki, uczęszczają na zajęcia jogi lub tańca, byleby tylko oderwać się od niepokojących myśli o prawie obcym człowieku poślubionym lata temu.
Jak wynika z niniejszego tekstu nadmierne zamiłowanie do pracy może mieć czasami negatywne skutki, dlatego polecamy, od czasu, do czasu krótki urlop od codziennych obowiązków.
Łukasz Sikora
Foto: Leonid Mamchenkov (cc)
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera