Od kilku lat rozmaite instytucje rządowe i społeczne alarmują, że sytuacja absolwentów studiów wyższych wkraczających na rynek pracy nie wygląda najlepiej. Za główną przyczynę takiego stanu rzeczy przyjęło się uznawać fakt, iż przyszli studenci nazbyt chętnie wybierają kierunki , które nie gwarantują znalezienia pracy. Efektem tego typu zachowań jest mała liczba specjalistów poszukiwanych na rynkach pracy i wysyp humanistów, nie będących w stanie sprostać oczekiwaniom potencjalnych pracodawców.
Aby zmienić ten stan rzeczy produkuje się spoty reklamowe i tworzy hasła zachęcające do wybierania nauk ścisłych. Uczelnie wyższe otwierają tzw. kierunki zamawiane, które mają zapewnić pracę wszystkim absolwentom. Specjaliści zgodnie twierdzą, że największe szansę na zrobienie błyskawicznej kariery mają osoby mogące się poszczycić unikatową wiedzą z bardzo wąskiej dziedziny.
Jednocześnie władze uniwersytetów zdają sobie sprawę, że współczesny rynek zmusza je do konkurowania z innymi tego typu placówkami. Z tego względu coraz częściej otwierane są bardzo nietypowe kierunki studiów, których atrakcyjne nazwy mają skłonić abiturientów do wybrania konkretnej uczelni. W ostatnich latach w Polsce pojawiło się kilka ciekawych kierunków studiów takich jak: neurokognitywistyka, pedagogika obronna i survival, czy choćby akwakultura. Mimo tego polskim uczelniom daleko jeszcze do zagranicznych akademii, które proponują swym słuchaczom niezwykłe, niecodzienne kierunki studiów. Oto kilka z nich:
„Dziennik kapitański, data gwiezdna…” ten cytat z kultowego amerykańskiego serialu pt: „Star Trek” znają niemal wszyscy. W Stanach Zjednoczonych kontynuowany przez lata serial i jego ekranizacje filmowe stały się dla wielu prawie religią. Co rok w całej Ameryce organizowane są zjazdy i konwenty fanów serialu, na których przebrani za głównych bohaterów znawcy gatunku prezentują swoje odczyty i zabierają głos w dyskusjach. Nic więc dziwnego, że jeden z tamtejszych uniwersytetów, konkretnie rzecz ujmując Georgtown University stworzył kierunek poświęcony zagadnieniom związanym z serialem. Każdego dnia studenci oddają się filozoficznym rozważaniom na temat motta serialu, które brzmi: „Śmiało kroczyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.”
Od momentu, kiedy z ekranów telewizorów zniknęła na dobre pierwsza brazylijska telenowela pt: „Niewolnica Isaura”, w której okrutny Leoncio znęcał się nad piękną Isaurą, minęły całe lata świetlne. Pomimo tego część gospodyń domowych nadal z rozrzewnieniem wspomina losy tej dwójki. Kiedy serial emitowano w Polsce zaledwie w ciągu kilku dni zgromadził on przed telewizorami 84% widowni, co socjologowie uznali natychmiast za niezwykle interesujące zjawisko. Do podobnych wniosków doszli jakiś czas temu amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Wisconsin. Idąc tym tropem postanowili otworzyć kierunek studiów dotyczący seriali i tzw. „oper mydlanych.” Zainteresowanie tym niecodziennym kierunkiem studiów zdaje się nie słabnąć, dlatego wykładowcy są przekonani, że ich zajęcia przetrwają dłużej niż przysłowiowa „Moda na sukces.”
Jak świat światem między wykładowcami i studentami trwa odwieczna, nierozstrzygnięta walka o poziom kształcenia. Średnio przygotowani studenci gotowi są do wszelkich działań, aby tylko wyprowadzić w pole swych mentorów. W tej nierównej walce jeden z amerykańskich profesorów wykładający na Uniwersytecie Kalifornijskim postanowił sięgnąć po tajną broń. Na swych wykładach dotyczących najtrudniejszych praw fizyki powołuje się na umiejętności superbohaterów. Tłumacząc kolejne zjawiska fizyczne wykładowca posługuje się miedzy innymi przykładami Supermana, Spidermana, Batmana, czy Wonder Woman przykuwając w ten sposób uwagę swych słuchaczy.
W 2001 roku William Irvin wydał niezwykle interesującą książkę pod wiele mówiącym tytułem: „Simpsonowie i filozofia.” Ten poczytny tytuł stał się wkrótce podręcznikiem dla studentów pragnących zgłębić zachowanie grupy sympatycznych bohaterów kreskówki pt: „Simpsonowie.” Na całkiem poważnych zajęciach bada się m.in. „wpływ odrzucenia przez Nitschego tradycyjnej moralności na złe zachowanie Barta Simspona.”
Podążając za nową modą dumni mieszkańcy Korony Brytyjskiej doszli do wniosku, że w niczym nie są gorsi od mieszkańców USA i w przeciwieństwie do nich mają prawdziwych bohaterów, rozpalających wyobraźnie milionów ludzi na całym świecie. Dzięki temu na uczelni o nazwie Liverpool Hope University powstał kierunek studiów nazywany roboczo „beatlesologią.” Fani muzyki chłopców z Liverpoolu mają okazje podczas trwającego dwanaście tygodni kursu zgłębić tajniki życia i twórczości członków legendarnego zespołu. Kierunek nie należy wbrew pozorom do najłatwiejszych, albowiem powstało ponad osiem tysięcy książek na temat zespołu „The Beatles.” Absolwenci tego kierunku mogą się poszczycić mianem znawców muzyki i dyplomowanych beatlesologów. Minie zapewne jeszcze trochę czasu zanim tak egzotyczne kierunki studiów na dobre zawitają do naszego kraju, w oczekiwaniu na to obecnym studentom pozostaje na własną rękę rozwijać swe pasje zainteresowanie. Kto wie może dzięki nim będą kiedyś mieli okazję dołączyć do szlachetnego grona wykładowców akademickich.
Łukasz Sikora
Foto: puuikibeach/ Flickr CC
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera