„Są dni kiedy mówię dość, żyję chyba sobie sam na złość…” – śpiewa wokalista zespołu Lady Pank. Rzeczywiście każdy z nas ma czasem takie dni, kiedy ma wszystkiego dość i najchętniej w ogóle nie podnosiłby się z łóżka. Niektórzy wyznają zasadę, że najgorsze jest pierwsze pięć dni po weekendzie, a potem wszystko wraca do normy. Takie, dość sensowne wytłumaczenie nie wystarcza jednak naukowcom, którzy lubią mieć wszystko sprawdzone i przebadane, dlatego tym chętniej poświęcają się rozważaniom dotyczącym kwestii, które dni są najbardziej nielubiane.
Od lat w tej klasyfikacji na wysokim miejscu plasuje się poniedziałek. Pierwszy dzień, po spokojnym, relaksującym weekendzie. Jak wynika z analiz brytyjskich firm ubezpieczeniowych najwięcej wypadków ma miejsce właśnie podczas poniedziałkowego przedpołudnia. W pierwszy dzień tygodnia odnotowuje się zwiększoną liczbę stłuczek i wypadków samochodowych, to moment, kiedy częściej niż zwykle dochodzi także do zasłabnięć i zawałów serca. Jak wynika z obliczeń firmy konsultingowej Mercer, 35% zwolnień lekarskich wypisywanych jest właśnie w poniedziałkowy poranek. Te niepokojące informacje skłoniły badaczy do pogłębienia badań nad zjawiskiem, dzięki którym udało się im ustalić najbardziej depresyjny dzień w roku. „Blue Monday”, czyli przygnębiający poniedziałek przypada na ostatni poniedziałek stycznia. Termin ten wprowadził w 2004 roku brytyjski naukowiec Cliff Arnall. Ten specjalista z dziedziny psychologii obliczył datę na podstawie wzoru matematycznego, którego składowymi są czynniki psychologiczne, meteorologiczne i ekonomiczne.
Z teorią na temat pechowego poniedziałku wysnutą przez Brytyjczyków polemikę podjęli jakiś czas temu australijscy naukowcy. Według nich poniedziałek nawet nie umywa się do środy, kiedy to notuje się największy spadek dobrego samopoczucia. Badania swe oparli na analizie ankiet, jakie rozdali sporej grupie osób pracujących w różnych miejscach i na różnych stanowiskach. Wnioski nasunęły się same; o ile w poniedziałek trudno przystosować się na nowo do obowiązków dnia powszedniego po relaksującym weekendzie, o tyle środa działa na nas negatywnie, ponieważ jest dniem najbardziej oddalonym od soboty i niedzieli.
Jak wynika z najściślejszych obliczeń naukowców na dobry humor w poniedziałek i środę nie ma więc co liczyć. To jednak nie koniec złych wiadomości, kalendarz kryje bowiem więcej dni, które nie sprzyjają naszemu dobremu samopoczuciu. Weźmy dla przykładu taki piątek. Zasadniczo jeden z lepszych dni w tygodniu, to ostatni dzień przed obiecującym wiele wolnym weekendem. Zdarza się jednak czasami, że piątek jest trzynastym dniem miesiąca, a wtedy uratować nas może jedynie przypadkowe spotkania ze spieszącym do pracy kominiarzem. Każdy piątek w pracy niesie ze sobą również inne potencjalne zagrożenie. Szefowie w ten dzień decydują się często na zwolnienie pracownika. Istnieje bowiem teoria, że w piątek informacja o zwolnieniu nie będzie dla zwalnianego tak dotkliwa jak w poniedziałek.
Jeśli ktoś jest wyjątkowym pechowcem może go również spotkać historia podobna do tej, jaka przydarzyła się telewizyjnemu prezenterowi Philowi, bohaterowi filmu pt: „Dzień Świstaka.” Nieszczęsny Phil trafia do małego miasteczka Punxsutawney, gdzie ma zrelacjonować obchody Dnia Świstaka, przepowiadającego nadejście wiosny. Za sprawą niezwykłych wydarzeń Phil zaplątuje się w pętle czasu i zmuszony jest codziennie przeżywać to samo. Wydarzenie to ma wielki wpływ na jego życie i sprawia, że prezenter przechodzi wewnętrzną przemianę.
„Statystycznie najwięcej wypadków w poniedziałek, w sobotę najwięcej wypadków drogowych, w niedzielę grożą narkomani…” Ten cytat z kultowej komedii w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego pt: „Kochaj albo rzuć” jest doskonałym przykładem na to, że wszystkie te doniesienia i przekonania o złym wpływie niektórych dni na ludzkie zachowania należy traktować z przymrużeniem oka, a do pracy podchodzić z optymizmem. Dzięki temu uda nam się z pewnością przetrwać najbardziej nawet „niebieski poniedziałek.”
Chcesz otrzymywać na skrzynkę e-mailową wiadomości na temat rynku pracy?
Zapisz się Wypisz się z newslettera